Bogatym Być, czyli Kobieta Zaradna Finansowo: Jak oszczędzić 30 procent?

Jak oszczędzić 30 procent?

Jak oszczędzić pieniądze już wydane? Czy jest to w ogóle możliwe? Kupując przeróżne produkty, zwykle, po zapłaceniu należnej kwoty w sklepie, nie zastanawiamy się czy można na nich jakoś zaoszczędzić. W końcu pieniądze już zostały wydane. O oszczędnościach zwykle zastanawiamy się jedynie przed zakupem - szukając promocji czy tzw. "dobrej" ceny. A po dokonaniu zakupu zostaje nam pustka w portfelu i brak świadomości, że to niekoniecznie koniec oszczędności.

Jeśli jednak głębiej się temu przyjrzeć to sweter czy buty, które kupiliśmy i o które dbamy posłużą nam dłużej. A to już oszczędność. Podobnie jest z większością otaczających nas przedmiotów - skoro już są naszą własnością, warto aby były w jak najlepszym stanie. Nawet, jeśli w pewnym momencie przestaną nam być potrzebne możemy je zawsze sprzedać lub oddać i na pewno się nie zmarnują. 

Pewna grupa kupowanych przez nas produktów nieuchronnie się jednak zużywa, mowa tutaj o wszelkich mydłach, płynach, ręcznikach papierowych, czyli generalnie produktach służących utrzymaniu higieny. Czy w tej grupie produktów jest pole do oszczędności?

Udowodniono, że stosowanie dozowników, dyspenserów i miarek zmniejsza zużycie środków higieny od 30 do nawet 50% w porównaniu z tradycyjnymi butelkami czy też dozowaniem "na oko".  Dozując na oko robimy to dość szczodrze i zużywamy więcej niż porcja jaką wydaje nam dozownik. Spójrzmy np. na płyn do mycia naczyń - butelka płynu kosztuje około 5-6 zł, ta sama butelka płynu z dozownikiem kosztuje już 6-7 zł. Zatem wydatek jest większy, ale po pierwsze z dozownika uzyskamy więcej porcji niż dozując samodzielnie, a poza tym przy kolejnym zakupie możemy kupić butelkę uzupełniającą, która kosztuje mniej. Takie przykłady można mnożyć. Efekt jest taki, że oszczędzamy wydane już pieniądze i co równie ważne  - środowisko.

Testuję stosowanie miarek i dozowników od dwóch miesięcy - w tej chwili niemal wszystkie płyny są w butelkach z dozownikami. Używanie ich jest proste i bardzo wygodne. Rygorystycznie przestrzegam też stosowania miarek do proszku do prania czy płynu do płukania. Zużycie środków chemicznych zdecydowanie spadło. Przy zakupach pamiętam też, jakie środki posiadam aby zakupić do nich odpowiednie butelki uzupełniające (nie wszystkie pasują).

Są jednak rzeczy, na których w ten sposób nie zaoszczędzimy, np. żywność. W tym przypadku bardziej liczy się rozsądek w kupowaniu i właściwe gospodarowanie.


8 komentarzy:

  1. zawsze można zjeść 3/4 zamierzonej porcji :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Można zjeść i 1/2, itd... coś jednak jeść trzeba :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bez sensu... byc moze stosujac dozownik zuzyjemy mniej plynu i zaoszczedzimy 2 zl... ale NIE stosujac go NIC tracimy: dzieki wiekszej ilosci uzytego proszku mamy czystsze pranie...

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiem czy prowadzisz gospodarstwo domowe, ale więcej proszku nie oznacza do końca i w każdym przypadku czystszego prania. Dawkowanie powinno być optymalne i to właśnie zapewnia miarka. A za dużo proszku w praniu to dodatkowe płukanie, czyli znowu dodatkowy koszt.

    OdpowiedzUsuń
  5. Sam ostatnio wsypałem za dużo proszku i mi z 3x płukało pianę ;/

    OdpowiedzUsuń
  6. @ Cashflow88

    Dzięki za poparcie moich słów.

    Jeszcze raz podkreślam, że nie oszczędzam na higienie, ale na dawkowaniu środków, których niejednokrotnie używamy zbyt obficie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Stosowanie miar jest dobrą metodą na monitorowanie rozrzutności. Tak samo jak dozownik do chemii, tak samo jak np kalkulator do obliczania kredytów, albo co jest często spotykane miarki laboratoryjne przy stosowaniu leków.

    OdpowiedzUsuń
  8. Sama nie ujęłabym tego lepiej.

    OdpowiedzUsuń

Miło mi będzie jeśli podzielisz się ze mną swoją opiną!
Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś to koniecznie polub 
blog Kobieta Zaradna Finansowo na Facebooku!